Jak to się zaczęło

Dawno, dawno temu…

…zdarzyło się bowiem, że o pewnym deszczowym zmierzchu dotarł do domu Czarodziejki strudzony wędrówką człowiek. Wszystko co posiadał, mieściło się w dużej, skórzanej torbie i w kieszeniach przepastnego, czarnego płaszcza. Twarz pokrytą miał licznymi bruzdami, zmarszczkami, włosy rozmierzwione i lekko posiwiałe, a skórę na dłoniach suchą i twardą. Spod potarganych brwi błyszczały ciepłe, miodowe oczy. Miał zostać niedługo, jedynie by zebrać siły i ruszyć ponownie przed siebie. Znalazł sobie swój mały kąt przy kominku i przypatrywał się czarodziejskim opowieściom, od czasu do czasu wtrącając własne uwagi i opowieści z dalekiego świata, całkiem różnego od tego, w którym żyła Czarodziejka.
Czas mijał, a oboje bardzo się do siebie przywiązali. Nadszedł jednak dzień, w którym Wędrowiec znów musiał ruszyć w drogę. Nie wiedział dokąd idzie ani po co. Nazywał tę swoją wędrówkę życiem i choć była ona trudna, nieprzewidywalna, wierzył, że bez niej ludzka istota nie jest w stanie pojąć sensu własnego istnienia; że postawienie kroku za próg domu pozwala poznać istotę człowieczeństwa oraz uzdrawia duszę, jeśli jest chora więzieniem strachu. Nie ma jednak od tej wędrówki odwrotu. Kto się raz jej podejmie, musi w niej wytrwać. Czarodziejka bardzo kochała swoje miejsce na ziemi, ale nie chciała za nic w świecie rozstać się z Wędrowcem. Pragnęła także dać zadość swej ciekawości oraz pragnieniu poznania… Zdobyła się więc na odwagę i postanowiła mu towarzyszyć. Ruszyli zatem oboje wraz ze świtem, obiecując sobie, że gdy ich wędrówka dobiegnie końca, powrócą do Domu na Wzgórzu.


Wędrowiec nazywa się Leszek i w drodze jesteśmy razem już od 2007 roku. Dzielnie wspiera mnie w każdym przedsięwzięciu, a przede wszystkim w tym, abym nie zwątpiła, że warto być sobą i robić to, co się kocha.
Moje zainteresowanie obrazem zaczęło się w zamierzchłych czasach. W dzieciństwie analizowałam stary projektor do slajdów, na których oglądałam bajki (wideo nie istniało jeszcze 😉 ), a w przedszkolu jedyną zabawką, która stała się moją obsesją, był malutki, plastikowy aparacik z przesuwającymi się w środku obrazkami.
Pewnego dnia, ze względu na potrzebę posiadania własnych materiałów do projektów graficznych, zmuszona byłam kupić w końcu coś lepszego niż „turystyczny kompakt” do okazjonalnego robienia zdjęć na wakacjach. Pierwsze, co mnie zafascynowało w profesjonalnym sprzęcie, to… głębia ostrości, która nie istniała w amatorskim kompakcie. I tak mi zostało do dziś. Kocham teleobiektywy, analogowy średni format i przypatrywanie się na dużej matówce jak mój ukochany DOF się zmienia. 🙂

Foto Bajki to dość spontanicznie wymyślona nazwa z czasów, kiedy fotografia była tylko moim hobby. Nawiązuje oczywiście do Bajek, Baśni, które są bardzo istotne w moim życiu, składową jego sensu i mojej wewnętrznej siły.

Poza tym wszystkim, od kilku lat pasjonuję się kotami, zatem przedstawiam Wam dotychczasowych (byłych i obecnych) kocich mieszkańców naszego domu (i mam nadzieję w przyszłości na większą ich ilość). 🙂

Bonisław
Pola