Dziewięć miesięcy wiosny

pod drzewami — miłość
pośród ludzi — miłość
pośród deszczu
i w słońcu
odmieniałam pory roku
dokąd nie przyszła
teraz
jest tylko jedna pora roku

wiosna

H. Poświatowska

Powoli mija dziewięć miesięcy odkąd zagościła w sercu wieczna wiosna. Wieczna, ponieważ niezależnie od przyszłych wydarzeń jej obecność została zapisana na zawsze. Od pierwszych nieśmiałych pączków na gałązkach, przyjemnego powiewu wiatru, aż do pełnej feerii barw, zapachów i ciepła. Udowodniła, że istnieją na świecie skarby nieprzemijające, chociaż mają swoją zmienną, nietrwałą formę w tej rzeczywistości.

Przy okazji dobrze było uświadomić sobie, jak ważna jest fotografia i czym tak naprawdę jest. Podczas całego tego, jakby nie patrzeć długiego, czasu, nie znalazło się zbyt wiele momentów aby zrobić jakiekolwiek zdjęcia. Chwile uciekają… Te, które przeżyliśmy najgłębiej zostają, ale bywa też, że zamazują się z biegiem czasu jak niedomyte szyby. Pamiętajcie o tym, aby robić zdjęcia i drukować je sobie na papierze.

Dziękuję za ten błogosławiony czas. Błogosławiony, bo nauczył spokoju, cierpliwości, wytrwałości, cichości, zahartował do walki z różnymi słabościami. Po raz kolejny (i nie ostatni) przekonuję się, że nie istnieje lęk, któremu nie bylibyśmy w stanie dać rady; że nie wolno bać się realnych, a nawet domniemanych cierpień. To przygotowanie na dalszą drogę na górę. A jak wiadomo drogi na szczyt są trudne, a im wyżej tym trudniej. Nie ma jednak szczytów nie do zdobycia, nie ma mroku, którego nie rozproszyłoby światło. Chyba, że sami, dobrowolnie chcemy w nim trwać; chyba, że pozbawiamy siebie jedynej broni do walki – Miłości.

Tak, mój Ukochany, oto jak będzie się spalać moje życie… […] Chcę cierpieć z miłości i nawet rozkoszować się z miłości, właśnie tak będę rzucać kwiaty przed twój tron; każdy, który spotkam, obiorę dla ciebie z płatków. Rzucając je potem, będę śpiewać nawet wówczas, kiedy przyjdzie mi je zbierać pośród cierni. I im będą one dłuższe i ostrzejsze, tym śpiewniejszą będzie moja pieśń.

Teresa z Lisieux

a mówili że nie ma miłości
kłamali ze miłość umarła
w sanatorium śpiewającym karbolem
na bardzo ludzką gruźlicę
tymczasem
wysoko pod dachem
okno
z doniczką pelargonii
obrodziło czerwono
miłość – posypała się płatkami
w dół

H. Poświatowska