Blog Foto Bajki

Fotografia (ślubna) odkłamana…

Obecnie w świecie przeciętnego Kowalskiego nie istnieje coś takiego jak prawdziwe, realne życie. Być może zdążyłeś to już zauważyć, a jeśli nie, to cóż. Tak właśnie sprawy się mają. Przeciętny Kowalski, nawet jeśli wydaje się, iż jest najnormalniejszym ludzikiem na planecie, ponieważ  je, pije, uczy się, chodzi grzecznie do pracy, posiada rodzinę oraz wykonuje wszelkie czynności przypisane jego statusowi, tak naprawdę nie uczestniczy w swoim życiu. Albo inaczej – życie stało się dla niego jedynie narzędziem do celu, którym jest wymarzony matrix. Skąd Kowalski wpadł na taki pomysł? Otóż z powodu innych Kowalskich, którzy byli sprytniejsi i postanowili, że będą zarabiać pieniądze na marzeniach innych. Dawniej ten niewątpliwy “zaszczyt” przypadał w udziale głównie artystom… pisarzom, muzykom, naukowcom… ludziom powszechnie uważanym za autorytety i talenty. Dzisiaj taki autorytet nazywa się influencerem. Influencer aby osiągnąć swój cel, posługuje się dostępnymi narzędziami mass mediów, np. facebookiem albo instagramem. Zasada jest prosta: tworzę wokół siebie taki świat, w jakim uważam, że chcieliby żyć inni. I pach! Dreams come true! Cały ten galimatias nieźle napędza maszynę konsumpcji. Kowalski widząc, że cud się zdarzył i jego idol nie mając grosza przy duszy nagle zbudował swoją wymarzoną rezydencję, utrzymując ją, rodzinę i spłacając kredyt z plecenia koszyków, też postanawia, że jemu się uda. Może na jego własną miarę, może z mniejszym rozmachem, ale zawsze to coś! Co prawda nie stać go np. na designerskie meble prosto z Indii, ale pójdzie do Pepco i kupi coś podobnego za parę groszy. A potem może next level… kto wie. Wszystko jest możliwe, trzeba tylko chcieć – powiedział przecież jego idol, wrzucając na swojego bloga kolejne cudne zdjęcie jego wspaniałego salonu…

Co to ma wspólnego z fotografią? Wszystko! Począwszy od tego, że influencerzy muszą nauczyć się robić dobre zdjęcia, skończywszy na tym, iż fotografowie też oczywiście siłą rzeczy wkręcili się w tę maszynę.

Uważa się (są to nieoficjalne statystyki 😉 ), że na jednego klienta w Polsce przypada… kilkuset fotografów, jeśli nie weźmiemy pod uwagę zawężenia rejonu, a fotograf przecież nie musi działać wyłącznie na najbliższym terenie. Aby wygrać z konkurencją, fotograf musi wykazać się więc pewnymi cechami.

Większość fotografów nie zarabia tyle, ile wydaje się, że zarabia. Nawet ci, którzy są w branży od wielu, wielu lat przyznają, że dobra passa już się skończyła. Mit o fotografie, który przychodzi, robi kilka ujęć i wychodzi z ogromem kasy – upadł. Co prawda są jeszcze pewne bastiony, gdzie da się coś “wyrwać”, np. szkoły, firmy itd. ale to źródło też już powoli wygasa. Nie zastanawiałeś się nigdy, dlaczego niektórzy fotografowie ciągle mają jakieś akcje, promocje i niektóre nawet bardzo duże? Sądzisz, że zarabiają tak wiele, że stać ich na obniżkę usług? Otóż nie. Dobrze prosperująca firma nie potrzebuje robić ciągłych promocji. Są nawet takie branże, gdzie nigdy nie ma żadnych i to usługodawca stawia warunki, a nie klient. Fotograf, który ma klientów, zazwyczaj nie ma w ogóle czasu aby osobiście istnieć w internecie. Gdy zarabia wystarczająco dużo, oddelegowuje kogoś innego do obsługi strony czy profili społecznościowych. Dlatego nie warto kierować się przy wyborze fotografa otoczką, którą wokół siebie roztacza, a raczej tym czy jego warsztat podoba Ci się oraz daje pewność, że nie schrzani pracy.

Nie musisz być dobrym fotografem, aby zarobić. Serio. Wystarczy, że jesteś dobrym influencerem albo masz wielu znajomych (nie wszystkich musisz znać osobiście, liczy się tylko ich liczba). Niektórzy stają się influencerami świadomie, inni nie, bo po prostu tacy są. Roztaczają konkretną aurę, która bez problemu spędza im klientów. Na pewno nie raz dziwiłeś się, dlaczego słabe zdjęcia mają mnóstwo lajków, a ktoś, kogo uważasz za niezbyt dobrego fotografa, ciągle “ma ruch”. Czasem jest to ruch trochę przekłamany (nie przekłada się na satysfakcjonującą liczbę zleceń), a czasem po prostu działa ten czar influencera. 😉 Osobiście widziałam mnóstwo wybitnych fotografów z branży np. ślubnej, którzy praktycznie nie istnieją w mediach społecznościowych, a nie narzekają na brak pracy. W Polsce rynek fotograficzny nie jest wymagający, wciąż największym kryterium wyboru jest cena, nie jakość. Dotyczy to szczególnie rejonów poza dużymi aglomeracjami miejskimi. Złota zasada ekonomii brzmi, że w branży produktów nie będących pierwszą potrzebą, nie konkuruje się ceną. Niestety tysiące fotografów pt. “dopiero się uczę” nie stosują się do tej zasady i rynek zmienił się.

Fotograf musi mieć twardą dupę i zmysł psychologa. W tej pracy ludzi spotyka się różnych. Szczególnie jeśli jesteś na niskim pułapie cenowym możesz spodziewać się traktowania a’la lokaj. Choć nie jest to regułą. Po prostu czasem trafi się klient, który nie rozumie lub nie szanuje Twojej pracy. O wiele częstszym przypadkiem jest ignorowanie Twojej osoby. Zrobienie wówczas ciekawego materiału z imprezy jest nie lada wyzwaniem. Wszyscy goście unikają Cię jak zarazy, nie wchodzą w dyskusje, patrzą podejrzliwie, gdy kręcisz się w pobliżu, a ukradkiem robią sobie selfie telefonami. 😉 Mit o fotografie jako guru zajmującym się tajemniczym rzemiosłem nie istnieje. Dla klientów jesteś po prostu częścią obsługi.
Przy obsłudze ślubu bywa także, że musisz rozładowywać napięcie, bo np. państwo młodzi pokłócili się, zabrakło chusteczek, wuj powiedział coś żenującego, a pannie młodej popsuła się fryzura i dlatego nie będzie pozowała do zdjęć. Na multum dziwnych sytuacji trzeba być psychicznie przygotowanym, opanowanym i wyrozumiałym. Inaczej ryzykujesz złą reputacją, a nic nie rozchodzi się szybciej i skuteczniej niż zła plotka. Fotografia ślubna to ogromna lekcja pokory, podczas której Ty i Twoje ego nie istniejecie. Inaczej prędzej czy później czeka Cię porażka. Znam sytuacje, kiedy fotograf nie został zatrudniony, ponieważ… jego sprzęt wyglądał na zbyt amatorski, a wszystko na tym ślubie miało być wypasione albo z kolei fotograf odrzucił klientów, ponieważ ich ślub nie był w modnym i ulubionym przez niego stylu. To jedne z lżejszych przykładów jak funkcjonuje ta branża za kulisami.

Sytuacjami najzupełniej normalnymi, na porządku dziennym są takie, gdy jedziesz na zlecenie nigdy wcześniej nie widząc klienta na oczy, a na miejscu czekają Cię nie lada niespodzianki, o których zapomniano Ci wspomnieć. Wówczas myślenie w stylu “jakoś to będzie” albo “można fotografować byle czym” staje się bolesnym zderzeniem iluzji z rzeczywistością.

Nie dowierzaj w stu procentach entuzjastycznym opisom zrealizowanych przez fotografa zleceń. Idealny ślub (z punktu widzenia fotografa) zdarza się rzadko. Najczęściej te idealistyczne peany są na potrzeby reklamy, influencerskiej aury lub pocieszeniem dla samego fotografa po żmudnej pracy, na której to końcu usłyszał od klienta: “zdjęcia są ok” (a to już bardzo dobrze!). 🙂

Wszystko to może przedstawiać zawód fotografa jako trudny i mało opłacalny, niewarty zainteresowania, ale zapewniam: wciąga i uzależnia. Trochę jak łażenie po górach lub zwisanie w powietrzu bez asekuracji. Czasami są po prostu ekstremalne doznania. 😉 Po okresie przerwy łapię się na tym, że jednak tęsknię już do tego gwaru, muzyki, wielkich i małych problemów w ludzkich mikro światach. Praca ta potrafi mimo wszystko dać wiele satysfakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *