Królestwo nie z tego świata

Kochani, z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego życzymy Wam wiary, nadziei i miłości, ze szczególnym uwzględnieniem miłości, bo ta z nich wszystkich największa. Niech ten czas zaowocuje spokojem i radością w Waszych sercach.

Oglądając najnowszy zwiastun filmowej wersji “Króla Lwa” zapadło mi w pamięć pewne zdanie:

“Podczas gdy inni szukają tego, co mogą wziąć, prawdziwy król szuka tego, co może dać.”

Takim właśnie królem jest Bóg.

Kim jest Bóg?

W księdze „Siostrzeniec czarodzieja” C.S.Lewisa prosty, angielski chłop zupełnie niespodziewanie spotyka się z Chrystusem (Aslanem) w jednej ze stworzonych przez niego rzeczywistości:

„– Synu – rzekł Aslan do niego – znam cię od dawna. A ty mnie znasz?

– Chyba nie, panie – odpowiedział dorożkarz. – W każdym razie nie tak, jak to się zwykle rozumie. Ale jeśli już mam być szczery, to jednak coś takiego czuję, jakbyśmy się już kiedyś spotkali.

– To dobrze – rzekł Lew. – Znasz mnie lepiej, niż ci się wydaje, a będziesz żył, by poznać mnie jeszcze lepiej.”

Bóg, który wystarcza sam sobie, stwarza, ponieważ chce podzielić się swoim życiem. Stwarza, bo kocha. Miłość i życie są nierozłączne.

Bóg, który zamierza swoje Wcielenie niezależnie od nas i naszego grzechu. Projektuje zatem człowieka tak, aby mógł stać się jednym z nas. W tym m.in. ukazuje się nasze podobieństwo do Niego.

Bóg, który pragnie podzielić los swojego stworzenia we wszystkich aspektach: od poczęcia, przez stan prenatalny, aż do śmierci. Jego miłość jest tak wielka, że pragnie utożsamienia z nami i współodczuwania.

Bóg, który w czasie swej ziemskiej wędrówki zamiast sprawować władzę nad ludźmi, myje im nogi i poucza, że w Jego Królestwie ostatni są pierwszymi, zamiast rządzenia jest służenie, zamiast brania – dawanie i że nie pomija On żadnej zagubionej owcy ze stada. Każdy jest Mu drogi, znany z imienia, najcenniejszy ze wszystkich, chciany i zamierzony.

Bóg, który do samego końca swojego ziemskiego życia nie wyrzeka się człowieczeństwa oraz związanego z nim również cierpienia i niesprawiedliwości. Nie wydaje wyroku, a prosi o wybaczenie. W pewnym sensie prosi także za siebie. Prosi, abyśmy Mu wybaczyli nasze człowieczeństwo, tak jak On wybacza nam nasze grzechy. Ukazuje całym sobą, że nieustanne oskarżenia szatana oraz grzech nie mają żadnej mocy, dopóki my sami w to nie uwierzymy i nie odepchniemy Bożego przebaczenia i miłości… Tym samym ofiarowuje nam swoje zbawienie i uświadamia nas o przyrodzonej godności, jaką mieliśmy od samego początku: to jest bycie ukochanymi dziećmi Króla Wszechświata.

Bóg, który swoim Zmartwychwstaniem wskazuje drogę oraz ostateczny cel wszelkiego stworzenia.

Bóg, który jest najlepszym z lekarzy, codziennie puka do naszych grobów i nie chcąc naruszać naszej wolności wyboru prosi o wpuszczenie. Jeśli otworzymy, z pewnością usłyszymy od Niego: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” A nasza choroba, zgnilizna powoli zacznie z nas odpadać.

Bóg, którego oddechem jest życie; którego oddech jest naszym oddechem. Według tradycji, hebrajskie spółgłoski użyte w słowie JAHWE wymawia się naturalnie na wdechu i wydechu, a więc bez używania języka i zamykania warg. Taki rodzaj nieustannej modlitwy. Niesamowicie jest to sobie naprawdę uświadomić: całe stworzenie, w każdej sekundzie istnienia, oddycha Bogiem!

Lubię porównywać Boga do Gandalfa. Przychodzi sobie taki niespodzianie pod naszą norkę i niezależnie od tego jak tam nam się w niej żyje, oświadcza: „Szukam kogoś, kto by zechciał wziąć udział w przygodzie.” Jeśli się zgodzimy, zaczyna się rozróba, co do której nie ma pewności, że wyjdziemy z niej żywi, ale finał jest zawsze wspaniały. 🙂

Lubię także myśleć o tym, że Bóg chce być trochę takim naszym misiem. Bo misie mają to do siebie, że dzieci zabierają je ze sobą wszędzie. Przytulają, mówią do nich, zwierzają im się ze swoich największych tajemnic, traktują jak przyjaciół. Może to infantylne podejście, ale… Jakby zachowali się ludzie obecni na Eucharystii, gdyby nagle zmaterializował się przed nimi Jezus. Tak namacalnie, jak przed apostołami dawno temu, właśnie po Zmartwychwstaniu. Co by zrobili? Jedni pewnie by padli na kolana, inni zaczęli trząść się ze strachu, jeszcze inni bić się w piersi mimo że dopiero co odeszli od konfesjonału, a jeszcze inni pomyśleliby, że może im obiad zaszkodził. A dzieci? Może tylko one, te dzieci, którym nie odebrano jeszcze niewinności i prostoty podbiegłyby do Niego z radosnym okrzykiem: „O, Jezus przyszedł!” A On brałby je z uśmiechem na kolana i jak ongiś mówił: „Do takich należy Królestwo Niebieskie”.

To tak trochę o Bogu w dniu Jego Święta. Innego Boga nie znam i sobie nie wyobrażam, i o inne „przyjdź Królestwo Twoje” się nie modlę.

A poniżej do obejrzenia kilka Bożych precjozów zrobionych przy okazji wiosennych spacerów. Zawsze, co roku być muszą, a jakże. 🙂