Blog Foto Bajki

Rzecz o fotografii rodzinnej

“Rodzina, rodzina, rodzina, ach rodzina.
Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest,
Lecz kiedy jej nima
Samotnyś jak pies.”

Najwięcej inspiracji do swojej fotografii czerpię ze starych zdjęć. W czasach gdy nie było tak łatwo uprawiać fotografię, uważność była niesamowicie w cenie. Była często tym czymś, co jak się dziś określa “robiło zdjęcie”, bo z jakością to różnie bywało. Właśnie od starych fotografów uczę się JAK zrobić fajne zdjęcia.

Od czasu rozpowszechnienia się sprzętu cyfrowego, coraz wyraźniej zaczęła rysować się granica pomiędzy fotografią, która może aspirować do miana sztuki lub nie. Im szybciej i łatwiej było zrobić ciekawą fotografię, tym silniejszy pojawił się pęd do bycia w elicie lub w określonej niszy. No człowiek po prostu inaczej nie może, bo skiśnie. 😉 Wielu fotografów nie wykonuje pewnych rodzajów zdjęć tylko dlatego, że są one pogardliwie przez nich określane mianem “albumowych” lub “do kotleta”. Do tej kategorii trafiły m.in zdjęcia rodzinne. Zdjęcia przedstawiające ludzi w ich naturalnym środowisku, swobodnej pozie czy w jakimś określonym momencie życia. Z punktu widzenia merytorycznego – niesamowicie wartościowe, o czym przekonujemy się sami, oglądając z wypiekami na twarzy foto archiwa domowe lub internetowe, prezentujące dawne domostwa, ulice czy wydarzenia. Dzięki nim wiemy, jak wyglądało życie naszych przodków. Za to z punktu widzenia fotografów analizujących kadry, kompozycje, sposoby obróbki, wszelakie wady, wyjątkowość tematu, a nawet intencje twórcy – kompletnie bezwartościowe.

Trend do stwarzania na siłę coraz bardziej artystycznych zdjęć wyraził się na wiele sposobów. Niestety dotknął on także ludzi, którzy właściwie zdjęć nie robią, czyli mówiąc wprost: klientów fotografów. Oczywiście wpływ na to mają także inne czynniki, np. owczy pęd za tym co modne, powszechny konsumpcjonizm, opiniotwórcze media itd. itp. Fotografując, a więc siłą rzeczy spotykając się z drugim człowiekiem, można dokonać ciekawych obserwacji socjologicznych.

I tak, ostatnimi laty daje się np. zauważyć, że spora grupa ludzi nie lubi swojego domu. Nie lubi, bądź nie czuje się do niego przywiązana, wstydzi się go. Panuje także powszechna niechęć do spontaniczności, naturalności, ogólnie pojętej swobody bycia sobą. Dla mnie to spory problem, ponieważ inaczej rozumiem wyrażenie “fotografia rodzinna”. Przeciętny klient rozumie ją tak, że sadza się go z rodziną w studio w jakiejś określonej scence, pudruje buzię, on się uśmiecha najpiękniej jak umie i cyk… jest foto jak z żurnala. Tego typu zdjęcia świetnie nadają się na pocztówki  lub na okładkę magazynu (np. wnętrzarskiego, bo dużo bywa przy tym gadżetów) i ze swojej strony zachęcam do robienia sobie takich pocztówek, bo to fajna sprawa. Niemniej, wciąż nie jest to fotografia rodzinna. Po wyjaśnieniu, jak rozumiem fotografię rodzinną, następuje konsternacja…

” – Ale jak to? Tak po prostu wejdziesz do mojego domu i będziesz robić zdjęcia na tle garnków w kuchni, leżanki po babci i obdartej przez psa tapety?
– Dokładnie tak!
– Nieeeee…. Nie mam warunków do robienia zdjęć. “

To zdanie jest jak amen w pacierzu – zawsze występuje. 🙂

No cóż, czasem zastanawiam się, co zobaczą nasi potomni na pozostawionych przez nas zdjęciach… Pewnikiem idealne zdjęcia w idealnych miejscach idealnych ludzi, którzy… nigdy naprawdę nie istnieli.
Może jednak te selfie z telefonów nie są takie złe…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *